sobota, 7 kwietnia 2018

Z wizytą u Kubusia Puchatka

Jest takie bajkowe miejsce w Warszawie, gdzie zarówno nazwa jak i architektura przenoszą nas do jakby oddzielnego małego miasteczka - a magia ta dzieje się w samym centrum Stolicy. Kto przechadzając się wieczorem Świętokrzyską nie zerknął nigdy na osi gmachu Ministerstwa Finansów w południową stronę, ten nie wie co stracił :)


Oto bowiem oczom ukazuje się widok zupełnie czarujący - pięknie oświetlona stylowymi latarniami alejka zakończona... ratuszem? Nie sposób nie zajrzeć! Wejdźmy więc na ulicę Kubusia Puchatka :)



Nazwę tę wybrały dzieci w plebiscycie zorganizowanym niegdyś przez gazetę Express Wieczorny (kto jeszcze kojarzy taką z dzieciństwa? :)). Ulica Kubusia Puchatka stanowi centralną oś większego założenia - Osiedla Kubusia Puchatka, zwanego też Osiedlem Nowy Świat Zachód. Powstało ono jako tzw. zaplecze Nowego Światu w ramach jego odbudowy po wojennych zniszczeniach. Zrezygnowano z rekonstrukcji przedwojennych oficyn i podwórzy na rzecz nowego, socrealistycznego osiedla i pasażu - prócz funkcji mieszkalnych, miał on odciążać wąskie chodniki Nowego Światu i stanowić równoległy do Traktu Królewskiego przesmyk ciągnący się aż do Alej Jerozolimskich (ostatecznie dotarł jedynie do Chmielnej).




















Skoro socrealizm to mamy oczywiście arkadowe bramy i prześwity.  Bardzo ciekawe wrażenie robi zabudowany prześwit nad ulicą Warecką - doskonale widoczny od strony Nowego Światu. Ciekawostką jest, że bloki osiedla są niższe od kamienic Nowego Światu mimo, że mają od nich jedno piętro więcej... Różnica wynika z wysokości przedwojennych mieszkań - wiernie odtworzonych w kamienicach przy Trakcie.  

Warto dokładniej się przyjrzeć budynkowi mieszkalnemu (obecnie mieści także bibliotekę), zamykającemu oś ulicy Kubusia Puchatka od strony południowej. Właściwie konia z rzędem temu, kto odgadł tak prozaiczne przeznaczenie tej reprezentacyjnej budowli :) Przecież zdawałoby się, że jest tu przynajmniej jakiś ratusz miasta!


Choć wrażenie jest tylko wrażeniem, to jednakże tutaj jest i pewne odwołanie do historii. Okolica ta istotnie była bowiem w XVII wieku miasteczkiem - aczkolwiek prywatnym, dokładniej rzecz biorąc Jurydyką Nowoświecką. Jej ratusz znajdował się całkiem nieopodal, bo pod adresem Nowy Świat 37. 

Na obecnym "ratuszu" natomiast trzeba koniecznie zwrócić uwagę na zdobienia. Wykonane zostały techniką sgraffito, a jeden z malunków jest ponoć herbem dawnej Jurydyki Nowoświeckiej - niestety autorowi artykułu nie udało się ustalić, który dokładnie - może Czytelnicy dadzą radę? :)


















Arkadowe krużganki omawianego budynku tworzą świetną oprawę dla ulicy Tuwima. W pierwotnym założeniu miały znajdować się w nich antykwariaty - całe osiedle miało być "rajem dla kolekcjonerów" z dużą ilością księgarń i sklepów specjalistycznych w parterach budynków. Choć plany nie wyszły - architektura cieszy oko :)


Skoro Kubuś Puchatek to i miód... albo w tym przypadku - Mjud, który pewnie chętnie przyjmie strudzonych spacerem po osiedlu wędrowców :)


Na koniec zaznaczyć należy, iż nie tylko o architekturze pomyślano tworząc ten uroczy zakątek Śródmieścia. Jeśli zastanowiło Was nagromadzenie zieleni a zwłaszcza drzew to nie jest to przypadek - 40 lip przyjechało bowiem tutaj ciężarówkami aż spod Szczecina! I jeszcze jeden fakt, którego uczy nas tutaj Kubuś Puchatek. Socrealizm wcale nie musi być monumentalny by zachwycał :)





czwartek, 2 listopada 2017

Biennale w metalu

Od dziecka pamiętam metalowe rzeźby zdobiące pas zieleni rozdzielający obie jezdnie ulicy Kasprzaka. Nieodłączny element krajobrazu Woli, wrósł bardzo mocno w wizerunek dzielnicy i pamięć mieszkańców. Skąd się tutaj wzięły?


W 1968 roku odbyło się w Warszawie tzw. Biennale Rzeźby w Metalu. Wydarzenie określane z perspektywy lat jako artystyczno-polityczne wzięło sobie za cel rozbudzenie współpracy środowisk artystycznych ze środowiskiem.. a jakże - robotniczym. Wcześniej podobna rzecz się stała w dwóch innych miastach - Elblągu i Puławach. Dwadzieścia warszawskich zakładów przemysłowych udostępniło żelazny złom i zaplecze do prac trzydziestu pięciu artystom, którzy w efekcie końcowym stworzyli omawiane rzeźby :)

  

Pierwotnie rzeźb było 60, choć oczywiście nie wszystkie stały na Kasprzaka. Część z nich tworzyła tymczasową Wystawę Mniejszych Form Rzeźby w Parku Sowińskiego. Podczas przebudowy Kasprzaka część rzeźb przeniesiono w rejon skrzyżowania ulicy Górczewskiej z aleją Tysiąclecia. To tutaj, przed klubem sportowym Olimpia, przez długi czas stała najbardziej charakterystyczna i lubiana rzeźba - Żyrafa.


Dziś przemalowana na szaro (niestety, bo wielu mieszkańców przyzwyczaiło się przez kilkadziesiąt lat do kolorów żółto-niebieskich) wraz z innymi ocalałymi rzeźbami stoi na Skwerze płk. Pacak-Kuźmirskiego w widłach zbiegających się ulic Wolskiej i Kasprzaka. Ze wszystkich 60-ciu zachowało się do dzisiaj niestety tylko 17 rzeźb. Warto wspomnieć, że po latach zapomnienia i zaniedbania, rzeźbami zaopiekował się Zarząd Oczyszczania Miasta dokonując zarazem ich remontu.

 




Mimo abstrakcyjno-ekspresyjnej formy, wiele rzeźb posiada bardzo konkretne, niekiedy pomnikowe nazwy jak np. rzeźba "Dzieciom poległym za Warszawę".



Niekiedy można wręcz samemu odgadnąć tytuł rzeźby. Może komuś z Was uda się tak z rzeźbą poniżej? :) Propozycje-odpowiedzi można wpisywać w komentarzach :)



Na niektórych cokołach zachowały się podpisy autorów wraz z rokiem powstania.


Dla szerzej zainteresowanych tematem, bardzo polecam stronę poświęconą wystawie Biennale: http://biennale68.achjoj.info/. Odnajdziemy na niej skatalogowane rzeźby, wraz z archiwalnymi zdjęciami. Warto tam zobaczyć zwłaszcza te prace, które niestety nie dotrwały w przestrzeni Woli do naszych czasów.





środa, 18 października 2017

Folwark Bródno

Gdyby ktoś zapytał o początki naszego miasta, bez trudu każdy wskaże gdzie rozwijała się Stara Warszawa. O ile istotnie Stare Miasto dało początek miastu stricte, to nie jest ono jednak najstarszym miejscem osadnictwa w obrębie aktualnych granic stolicy. Podążając śladem najdawniejszych osadników, trafić powinniśmy na Bródno :)

Dziś kojarzone głównie z blokowiskami i Cmentarzem Bródnowskim, swoją historię rozpoczęło już w IX / X wieku. Wtedy to na terenie Lasu Bródnowskiego powstał warowny gród. Nazwa, dziś kojarząca się niezbyt estetycznie, pochodzenie ma na szczęście dalekie od skojarzeń - przez tereny Bródna przepływała bowiem rzeka Brodnia. Obecnie częścią jej dawnej doliny płynie Kanał Bródnowski.


Był więc gród, później królewska wieś. W wieku XIX powstał folwark, należący do Szpitala św. Ducha. Ziemie tegoż folwarku wykorzystane zostały w czasach PRL-u do utworzenia Państwowego Gospodarstwa Rolnego czyli tzw. PGR - konkretnie PGR "Bródno". Dominowała w nim hodowla zwierząt, ale wytwarzano tu także przetwory owocowe.

Po upadku PGR-ów stała się tutaj rzecz dość wyjątkowa. Część terenu przejęła bowiem prywatna spółka... zachowując w nazwie "PGR Bródno", logotyp PGR-u a nawet w dużej części profil wykorzystania terenu. Mimo bezpośredniego sąsiedztwa blokowisk, nadal więc spotkamy tutaj i zwierzęta i uprawy :) Brzmi niewiarygodnie, więc tym bardziej warto przyjrzeć się tematowi bliżej - najlepiej oczywiście wybierając się na spacer bezpośrednio pod adres ul. św. Wincentego 92. Co tu dziś spotkamy?




Przede wszystkim działa tutaj Warszawskie Centrum Edukacji Przyrodniczej i Rekreacji "Folwark Bródno". Dobrze widoczne od strony ulicy dzięki charakterystycznemu budynkowi z dużym szyldem.



Na terenie Folwarku trafimy głównie na mini-zoo. Dużą sympatię zyskały już tutejsze kozy, ale w klatkach zobaczymy także ciekawe gatunki ptaków. Opisy na tabliczkach pozwalają zapoznać się dokładniej ze zwierzętami, jak w prawdziwym ZOO :)








Nieco w głębi znajduje się stylowy dworek dyrekcji. W jego otoczeniu napotkamy ekspozycję maszyn rolniczych.



Za dworkiem solidna porcja edukacji - zobaczyć możemy jak wyglądają różne rośliny uprawne, w dużej części zioła / przyprawy. Z ciekawszych gatunków odnaleźć można np. tytoń.

Z "polem" uprawnym sąsiadują szklarnie oraz duże miejsce na ognisko. Organizowane są tutaj rozmaite wydarzenia, w tym miesiącu doskonałą okazją do odwiedzin było Święto Dyni.

















Poza samym Folwarkiem, działają tu również inne placówki, wszystkie w jakiś sposób powiązane z przyrodą. Wielbiciele koni skorzystać mogą z ośrodka jeździeckiego, jest także fundacja "Hej Koniku" oferująca hipoterapię. Na tyłach rozległego terenu działa Zielone Przedszkole, chwalące się działalnością zbliżoną do przedszkoli skandynawskich - zapewnia dzieciom dużo zajęć na świeżym powietrzu, dużo swobody i nauki samodzielności. 



Folwark Bródno z czystym sumieniem polecić można jako cel spędzenia weekendowego popołudnia na świeżym powietrzu. Niestety jednak teren dostępny jest dla zwiedzających okresowo. Warto śledzić aktualne informacje na stronie internetowej - http://pgrbrodno.pl/folwark/. Na szczęście dość często w roku organizowane są imprezy ogólnodostępne, wśród nich wspomniane już Święto Dyni, a w lecie w jeden dzień tygodnia folwark otwarty jest w ściśle określonych godzinach. Jeśli nie zdążycie przed zimą - jest duża szansa, że w okolicach Wielkanocy folwark powtórzy tegoroczne powitanie wiosny i warsztaty świąteczne :)








sobota, 23 września 2017

Hala Koszyki

Tradycja miejskich hal targowych sięga w Warszawie XIX wieku. Wtedy to na Placu Żelaznej Bramy powstała hala zwana Gościnnym Dworem. Nieco później zbudowane zostały, istniejące do dziś, Hale Mirowskie. W między czasie pojawiła się także hala na targowisku Sewerynów, w rejonie obecnej ulicy Kopernika. Później były jeszcze hale na nieistniejącym dziś Placu Kazimierza Wielkiego (wtedy zwanym Placem Witkowskiego - między Towarową a Żelazną, na osi ulicy Siennej) oraz bohaterka dzisiejszego artykułu - Hala Koszyki. Zanim do niej przejdziemy, dopowiedzieć warto, że bogaty zbiór hal uzupełniały jeszcze hale lokalne, dzielnicowe - hala na Kercelaku na Woli, Hala Świętojerska na Nowym Mieście i sporo poźniej także Hala Marymoncka na Żoliborzu.

Halę Koszyki wzniesiono w latach 1906-1909. Nazwa, choć logicznie wydaje nam się pasująca do zakupów, ma jednak inną genezę. Jeszcze przed halą istniał tu bowiem Folwark Koszyki. Owe koszyki z wikliny stanowiły umocnienia wałów o charakterze kontrolno-sanitarnym tzw. Okopów Lubomirskiego, które tędy przebiegały.



Początkowo hala funkcjonowała jako zadaszony bazar spożywczy. W dobie socjalizmu przemianowano ją na Spółdzielczy Dom Handlowy "Koszyki", a następnie w latach 60-tych stworzono z niej tzw. wzorcowy socjalistyczny supermarket. Prawdziwą renomę przeżywała jednak przed wojną - była wtedy dość ekskluzywnym i nowoczesnym targowiskiem ze starannie zaprojektowanymi stoiskami (np. mięsne miały marmurowe lady), zelektryfikowanymi chłodniami i bieżącą wodą (na tamte czasy duże luksusy!). 

W 2006 roku wyłączono halę z użytkowania ze względu na katastrofalny stan techniczny. Halę zakupił prywatny deweloper i zdemontował rozsypującą się konstrukcję, jednakże kryzys finansowy spowodował zaprzestanie prac. Kolejny deweloper przejął dalsze prace i po koniecznej rozbiórce, zrekonstruował halę, w dużej mierze wykorzystując odrestaurowane oryginalne elementy. Efekt możemy podziwiać dziś już w całej krasie :)



Imponujące wrażenie robią zwłaszcza dwa budynki bramne. Zachowano na nich oryginalne dekoracje nawiązujące do charakteru hali - wołowe łby, płaskorzeźby roślin spożywczych. Dojrzeć możemy także podpis projektanta oryginalnej budowli. O warszawskim rodowodzie hali przypominają syrenki :)




Podczas renowacji odkryto i wyeksponowano oryginalne reklamy ścienne, jedna z nich także w wersji pisanej jeszcze cyrylicą. Pod napisami widzimy zabytkowe płytki ceramiczne.




Wnętrze zrekonstruowanej Hali stanowi dziś centrum gastronomiczno-rozrywkowe, wiele lokali czynnych jest do późnych godzin nocnych. Przewijając się pomiędzy stołami i wybierając smakowite dania, możemy podziwiać zrewitalizowaną stalową konstrukcję, która od samego początku stanowiła dumę tej budowli. Stal użyta do niej miała początkowo posłużyć do... wzmocnienia Twierdzy Modlin. Wymogi wojskowe okazały się jednak zbyt surowe, za to doskonale przydała się tutaj :)




 Wśród wielu dostępnych potraw, zjeść możemy nawet same... koszyki.






Pozytywnie zaskakuje duża liczba neonów, często bardzo stylistycznych, nawiązujących do czasów ich dawnej świetności. Swój własny neon ma tu nawet.. kosz na śmieci ;)





Z historią Hali i jej poszczególnych elementów zapoznają nas dobrze przygotowane tabliczki informacyjne. 





Hala pełna jest detali i ciekawych rozwiązań architektonicznych, stąd podczas spaceru po jej wnętrzu warto się rozglądać uważnie i wypatrywać cieszących oko szczegółów. Wiele z nich ma zabytkowy rodowód lub w twórczy sposób wykorzystuje konstrukcję hali.





Na koniec warto zauważyć kilka kwestii związanych z rekonstrukcją Hali Koszyki. Rekonstrukcja ta wykonana została w sposób swobodny i twórczy, co jednak ani trochę nie pogarsza wizerunku Hali, a wręcz doskonale taka metoda się tutaj spisała. Choć nie jest to wierny obraz ani przedwojennej ani powojennej wersji konstrukcji (która z resztą pozbawiała halę większości detali), to konglomerat tych obu rozszerzony o nowe koncepcje i powiązany z duchem współczesności robi zarówno autentyczne, jak i przyjemnie nowoczesne wrażenie. Całość wypadła więc naprawdę bardzo dobrze, a ilu mieszkańców przyciąga to miejsce - sprawdźcie sami, najlepiej w jakiś weekendowy wieczór :)